Koniec siódmej klasy to koniec edukacji w świecie magii.
Koniec dzieciństwa. Koniec szaleństw. Koniec imprez. Koniec snucia marzeń nie
do spełnienia. Koniec jednego etapu
życia. Początek innego. Początek bycia
odpowiedzialnym. Początek życia zawodowego. Czas na zakładanie rodziny.
Na wierzy Gryffindoru pewna ciemnowłosa dziewczyna pakowała
się. W pewnym momencie usiadła po turecku obok otwartej walizki na łóżku. Po
twarzy nastolatki zaczęły płynąć łzy.
Zaczęła ręką odszukiwać w pościeli żółtej maskotki, która towarzyszyła
jej od wielu lat . Kiedy ją znalazła, popatrzyła w jej wielkie oczy.
-Osiołku, ja nie jestem gotowa. Boję się, że nie poradzę w
sobie w świecie dorosłych. Nie chcę
jeszcze iść do pracy. Chcę spełniać marzenia, ale nie uda mi się. Nie, nie
próbowałam. Po prostu wiem, iż nie mam szans w tym świecie. Nie przy
wymaganiach, jakie stawia mi otoczenie. Ja wiem-oni chcą dobrze, ale
zapominają, że ja też mam własne plany, których nawet nie mogę im wyjawić, bo mnie nie zrozumieją. Co ja mam
zrobić?
Dziewczyna powoli opadła na łóżko,
wyprostowała nogi strącając w ten sposób otwartą walizkę, z której wysypały się
ubrania. Hermiona płakała, gdyż liczyła, że ze łzami niepewność i zagubienie
opuszczą jej ciało.
-Nie uda Ci
się.
-Po co
próbować?
-To nie ma
sensu!
-Nie dasz
rady.
Tajemnicze
głosy w głowie dziewczyny gasiły resztki nadziei, jakie w niej jeszcze były.
Miona przestała płakać, gdy poczuła pustkę. Samotność dodatkowo ją niszczyła.
Nie widziała, ile czasu leżała bez chęci do życia.
-Ja nie dam
rady. Ja nie dam rady?! JA NIE DAM RADY?!- pewność siebie wróciła szybciej niż
zniknęła. Hermiona wyskoczyła z łóżka i rzuciła się w stronę drzwi. Po drodze
potknęła się o walizkę i po chwili leżała wyciągnięta na podłodze.
-Merlinie,
dlaczego teraz?
Upewniwszy
się, że nos jest cały, wstała i wybiegła z wieży. Nie zwracała uwagi na mijane twarze uczniów.
Nie wiedziała, że jej czerwone oczy nie wyróżniają się w tłumie. Wiele
dziewczyn płakało, uświadamiając siebie, iż już nigdy nie przekroczy muru zamku,
jako uczennica tej szkoły. Miona biegła,
dziękując sobie w myślach, że zanim zaczęła się pakować przebrała się w stare
dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, a szpilki zamieniła na trampki. W mundurku
nie dałaby rady przebyć szybko drogi, jaka ją dzieliła od wieży do lochów.
Kiedy przeszła przez obraz, od razu w jej stronę zaczął iść Blaise Zabini z
otwartymi ramionami.
-Mionka, nie
musisz za mną płakać. Mi też Ciebie będzie bardzo brakować, ale przecież się
kumplujemy, tak? Będziemy się spotykać –
Diabełek nie zważając na protesty dziewczyny, przytulił ją. Na początku
próbowała mu się wyrwać, ale gdy zobaczyła łzy w jego ciemnych oczach,
zrozumiała, że wcześniejszy monolog nie miał jej poprawić humoru, ale
Blaise’owi. Stali wtuleni w siebie,
dopóki chłopak nie przestał szlochać.
-Dzięki.
-Nie ma za
co. Koniecznie musimy się spotykać – odpowiedziała Mionka. Prawie zapomniała,
po co tu przyszła, ale kiedy sobie przypomniała, chciała jak najszybciej
przekroczyć zielone drzwi, aby nie skrzywdzić uczuć Blaise’a rzuciła:
-Jak masz
ochotę się jeszcze poprzytulać, to wydaje mi się, że pewna rudowłosa istotka,
siedząca za ostatnim rzędem książek w bibliotece, nie będzie miała nic
przeciwko.
Diabełek
puścił Hermionie oczko i zniknął zanim dziewczyna zdążyła zareagować .
-Facet-
mruknęła pod nosem, biegnąc do zielonych drzwi. Ne zapukała, po prostu
nacisnęła klamkę. W środku na wielkim łóżku siedziały dwie osoby. Czarnowłosa
dziewczyna i blondwłosy chłopak, gdy usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi
przestali się całować, jednak nie oderwali się od siebie. Chłopak nie podnosząc
wzroku, warknął:
-Blaise,
puka się!
-To może ja
przyjdę później.
-Miona?-
Draco odsunął się gwałtownie od swojej chwilowej koleżanki.
-Chciałam
pogadać, ale widzę…, widzę, że jesteś zajęty- Hermiona odwróciła się i miała
już zrobić krok, gdy powstrzymał ją krzyk.
-Nie,
zostań. Pansy właśnie wychodziła.
-Co?-
odezwała się nastolatka, słysząc swoje imię.
-Nie, nie
musisz. Przyjdę później- Miona czuła się niezręcznie.
-Parkinson,
ruszysz swoje cztery litery, czym mam Ci pomóc?
-To zależy
od tego, co oferujesz- odpowiedziała zaczepnie, oblizując przy tym swoje wargi.
-ZABINI.
-Poszedł do
Ginny- odpowiedziała Granger.
-Nigdy go
nie ma, kiedy jest potrzebny- jęknął wkurzony dziedzic fortuny. – CRABBLE, GOYLE!
-Co jest? –
zapytał Gregory, który jako pierwszy przekroczył próg pokoju blondyna,
potrącając przy tym Mionę.
-Zabierzcie tę
ciemnowłosą wariatkę.
Koledzy
Draco nie zastanawiając się zbytnio nad poleceniem chwycili Hermionę.
-Merlinie,
obiecuję, że jeżeli w przyszłości znajdę normalnego przyjaciela, kupię Ci
świątynie i karzę w niej zbudować Twój pomnik ze złota- pomyślał. Na głos
dodał- Tę drugą ciemnowłosą wariatkę.
Gdyby nie
szybka reakcja blondyna, Miona leżałaby po raz drugi wciągu kilku minut na
podłodze. Zanim dwóch facetów wyszło z
pokoju Malfoya, niosąc ze sobą Pansy, Hermiona odskoczyła od Draco. W progu
Parkinson wyrwała się oprawcom i
podbiegła do Miony. Wyszeptała jej do ucha.
-To miała
być moja noc. Rozumiesz? Miała być moja noc. Przysięgam zemszczę się.
-Zemsta z
twoich ust brzmi zachęcająco.
-Dziś
płakałaś, bo boisz się przyszłości. Obiecuję, że niedługo będziesz płakać z
powodu przeszłości.
-Skąd
wiesz…-nie dane było Hermionie dokończyć pytania, bo ktoś gwałtownie oderwał od
niej Pansy, a po chwili zamknął drzwi z głośnym trzaskiem. Miona zaczęła
się bać: Skąd ona wiedziała, że nie
płakałam za przeszłością, jak inne dziewczyny tylko za przyszłością? Co ona
miała na myśli?
-W porządku?
Nie wyglądasz najlepiej – powiedziała Draco i spróbował przytulić
kasztanowłosą, jednak ta w porę zwiała.
- Co jest?-
zapytał zdziwiony. Nigdy wcześniej nie uciekała.
-Nazwałeś
mnie wariatką- powiedziała i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, niczym
obrażona pięciolatka.
-Źle się
wyraziłem. Mam przeprosić?
-Nie, nie
musisz. Mam prośbę.
-Mam się
bać.
-Wyjedź ze
mną.
Chłopak stał
w miejscu z minął, jakby ktoś uderzył go w tył głowy patelnią.
-Słuuucham?-
spytał zdziwiony. Ta dziewczyna ciągle go zaskakiwała. Kilka godzin , ba, minut wcześniej dałby sobie
rękę uciąć, że nigdy Miona nie zada mu takiego pytanie. Na jego szczęście nikt
nie urządził podobnego zakładu.
-Wyjedź ze
mną. Zaraz. Teraz. Dzisiaj w nocy.
-To dokąd
jedziemy- nie wiedział, dlaczego się zgodził, czy to ból w jej oczach, czy
strach, a może paląca potrzeba. Potrzeba – jego czy jej?
-Londyn.
-Dokąd?- po
co mieli jechać do Londynu. Przecież byli tam tyle razy.
-Co
zwiedziłeś w Londynie? Ile muzeów? Oglądałeś Big Ben’a? Nie, nie przejazdem.
Tylko tak, aby stać i przez godzinę gapić się na tą wieżę. Bez pośpiechu.
-Ok,
pojedziemy do Londynu- może rzeczywiście jeszcze nie zwariowała- pomyślał.
Wyciągnął ze spodni komórkę- Zaraz zadzwonię do znajomego przewodnika.
-Stój!
Popatrzył na
nią pytająco.
-Tak nie
chcę. Chcę zwiedzać z Tobą – moim najlepszym przyjacielem, świat. Bez przewodnika. Tylko Ty i ja. Chcę poczuć ten
dreszcz emocji, kiedy będziemy spać na plaży, kiedy będziemy tańczyć na ulicy,
żeby zarobić na jedzenie …
-Merlinie ,
w co ja się wpakowałem?-pomyślał.
-….kiedy się
zgubię i poznam przystojnego mężczyznę, który mnie uratuje i weźmiemy ślub, a
Ty będziesz drużbą….
Gdyby
Hermiona chwilowi nie była w swoim świecie, zobaczyłaby, że na moment w oczach
blondyna zgasła iskierka życia. Po chwili jednak rozbłysła z podwójną siłą.
Draco uśmiechnął się do swoich myśli.
Rozdział 7!
OdpowiedzUsuńZapraszam :) http://jednoczesniedwieosoby.blogspot.com/